Nikt cię jeszcze nie uświadomił? Takie jest życie.*
Ja to mam pecha. Sobota, majówka, długi weekend. Miałam ambitne plany jak fajny to będzie czas. Śniadania na wypasie, długie spacery, jakieś drobne porządki w domu, ale głównie chciałam spędzić ten czas z Lubym, aktywnie odpoczywając i spędzając czas na świeżym powietrzu.
Niestety, obudził mnie potworny ból głowy. Jak zwykle nie miałam żadnych tabletek pod ręką. Znalazłam jedynie aspirynę, która na opakowaniu ma napisane, że jest przeciwbólowa. Łyknęłam dwie tabletki i wróciłam do łóżka. Poprawy jednak nie było. Luby wstał sporo przede mną. Widział, że się męczę, przyniósł mi zimny kompres na głowę, bo to był ten ból, który dosłownie wyciska z oczu łzy. Momentami miałam ochotę sobie łeb urwać, bo z bólu wariowałam. Dawno nie miałam już takiego bólu. Luby załatwił mi od rodziców ketonal, ale tak jak połknęłam tabletkę, tak zbuntował się mój żołądek i zaczęłam wymiotować. W zasadzie nie miałam czym, bo dzień wcześniej nie jedliśmy kolacji, a z rana wzięłam tylko tabletkę i popiłam wodą. Więc strasznie się męczyłam, bo chciało mi się wymiotować, ale nie miałam czym.
Luby poszedł sam z psem na spacer, później zrobił kawę i śniadanie. Zmusiłam się by wstać, bo wiem, że się starał, zrobił jajecznicę i tosty, ale sam zapach jajek wywoływał ponowną falę mdłości. Udało mi się, małymi kęsami, zjeść i co najważniejsze utrzymać w żołądku, kawałek tosta i łyżkę jajecznicy. W sumie chyba nawet to mi pomogło, bo po śniadaniu poczułam się lepiej.
Starałam się pohamować narastający we mnie gniew, bałam się bowiem, że z oczu zaraz pociekną mi łzy. Nie wiedzieć czemu, jedno z drugim było u mnie powiązane. To żenujące, ale często płakałam ze zdenerwowania.*
Święto Pracy czy też nie, weekendy to dla nas jedyna okazja by porobić coś w domu bądź na ogrodzie. Dlatego wzięliśmy się za powiększanie ogrodzenia dla psa. Myślałam, że obędzie się bez awantury z rodzicami, bo od jakiegoś czasu im o tym mówiłam. Ciągle słyszałam, że oni już właściwie z ogrodu nie korzystają i w tej części możemy robić co chcemy. Jednak jakie było moje zdziwienie, jak poprosiłam ich o radę. W związku z powiększeniem ogrodzenia, trzeba było usunąć kawałek żywopłotu. Chciałam się poradzić, w którym miejscu wyciąć ten żywopłot, tak żeby dobrze to wyglądało.
Matka mi powiedziała, że o niczym nie wie, pierwsze słyszy, że coś takiego planujemy, a ojciec zaczął się burzyć, że ogrodzony będzie za duży teren, że znowu robimy co chcemy i się rządzimy. Ostatnio z nimi rozmawiałam o tym w czwartek, jak Luby jechał do Castoramy, kupić słupki i siatkę. Pytałam, czy na pewno możemy tak zrobić, bo jedzie po materiały i wtedy nie mieli zastrzeżeń. Dlatego Luby się wkurzył i był gotowy już usuwać słupki od ogrodzenia, które dopiero co wkopaliśmy, ale ja zacisnęłam zęby i na spokojnie zaczęłam tłumaczyć, po raz setny, jak chcemy zrobić. Oczywiście nie reagowałam na wyzwiska, które padały pod moim, a właściwie naszym, adresem, chyba już przywykłam. Koniec końców nasz pomysł został zaakceptowany i jest po naszemu.
Była kucharką pełną fantazji i jej eksperymenty nie zawsze nadawały się do spożycia.*
Po zrobieniu ogrodzenia, stwierdziliśmy, że trzeba wykorzystać względną pogodę. Zrobiliśmy grilla, w końcu to taka mała narodowa tradycja. W majówkę trzeba grillować, a że na najbliższe dni zapowiadają deszcze, to możliwe że była to jedyna okazja. Dla Lubego kiełbaski, kaszanka, mielone z warzywami i ser plesniowy. Dla mnie krewetki, halloumi, szaszłyki z warzyw i wege burgery. Do tego bagietka z masłem czosnkowym i surówka selerowa. Wyżerka na całego.
Pół dnia siedzieliśmy w ogrodzie. Pies oczywiście nam towarzyszył i co nieco z grilla i jemu się trafiło. Przy ruszcie było ciepło więc nawet jedliśmy na zewnątrz, a później dorzuciliśmy drzewa i siedzieliśmy do późna przy ognisku. Cisza, spokój. Marzę by kiedyś tak siedzieć na swoim.
Gdyby spojrzenia mogły zabijać.*
Niestety wieczorem było chwilowe spięcie z moim tatą. Słyszę, jak Luby mówi:
Wie pan, na majówkę zapowiedzieli 30°C...
Niestety, tata mu przerwał i nie dał dokończyć więc weszłam i mówię:
Tata, daj mu dokończyć.
Co usłyszałam od ojca...?
Zamknij się jak ja rozmawiam. Nie będziesz mi się tu wtrącać.
Wyszłam bez słowa, ale jak byłam sama i nikt nie widział, nie wytrzymałam. Rozpłakałam się jak dziecko. Co ja im zrobiłam?! Co zrobiłam moim rodzicom, że tak mnie traktują?
A najzabawniejsze jest to, że Luby chciał ojcu żart powiedzieć, zasłyszany dziś od sąsiada. Bo na majówkę synoptycy zapowiedzieli 30°C. 10°C pierwszego, 10°C drugiego i 10°C trzeciego maja...
* Stephanie Meyer "Zmierzch"

Witaj :), wpadam z rewizyta i widzę i czytam...powinnaś książki pisać masz dar :)...No cóż mnie pogoda i ból głowy czesto plany psują a do tego pewnie obok migreny jesteś jak ja meteoropatą a to niestety dobrze nie wróży na ból głowy.
OdpowiedzUsuńA problemy z rodziną wszyscy mamy czyli samo życie😉
Powodzenia w blogowaniu. Zapraszam do siebie częściej :)
Chodziłam do liceum o profilu dziennikarskim, bo zawsze lubiłam pisać więc dziękuję za komplement :) może kiedyś książkę wydam, kto wie...
UsuńMam częste bóle głowy i w zasadzie nie wiem co jest przyczyną. W najgorszy ból zazwyczaj mdleję. I nie ma zasady, jaka pogoda. Bierze z zaskoczenia i nie chce puścić.
Moi rodzice mają problemy z alkoholem i stąd to się bierze, że nie możemy się dogadać .
Ach zapomniałam napisać..też wiem co to spalony, ale żużlu nie oglądam, za to 8 lat byłam wege i uwielbiam takie jedzenie, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMi mięso zaczęło śmierdzieć i w końcu z niego zrezygnowałam.
UsuńNa żużel chodziłam, bo w TV nie lubię oglądać, to jak lizanie lizaka przez papierek. Kilka lat byłam wolontariuszem na stadionie, pomagałam w przygotowaniach do meczy i w zamian miałam darmowe bilety. Fajne to były czasy :)
No to teraz rozumiem...raz w życiu byłam na prawdziwych zawodach w żużlu, brat koleżanki brał w nich udział, faktycznie to inne emocje niż oglądanie w telewizji..
UsuńCo do mięsa czasem też mi śmierdzi i brzydnie ale mąż jest miesozerny i nie przepada za zielonym...No cóż związek to kompromisy :)
Mój przyjaciel, z którym się praktycznie wychowywałam, również jeździł na żużlu. Jak słuchałam w radiu lub oglądałam w TV, to za bardzo się denerwowałam. Na żywo przynajmniej wiedziałam co się dzieje.
UsuńU mnie Luby też mięsożerny. Jak nie ma mięsa, to znaczy, że nie było obiadu. Dlatego codziennie gotuje trzy różne obiady. Dla Lubego, dla siebie i dla psa, bo pies na gotowanym, a że dziennie wciąga kilogram mięsa, to liczę go jak normalnego domownika
Witaj :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za zaciekawienie się moim blogiem, jest mi miło. Współczuję Ci, że masz takie przykre relacje z najbliższymi. Życzę Ci aby poprawiły się i zagościła w Waszej rodzinie radość, serdeczność i pokój :)
Skoro przez 30 lat nam się nie udało z serdecznością i pokojem, to nie sądzę by coś się w tym temacie miało zmienić, ale dziękuję ;)
UsuńWitam serdecznie ♡
OdpowiedzUsuńZnam dobrze ból głowy, sama od czasu do czasu mam taką migrenę że klękajcie narody. a szczęście tegoroczną majówkę popsuła mi tylko pogoda :) Przykro mi z powodu relacji, ale cóż mogę powiedzieć... moje relacje z bliskimi również nie należą do najlepszych. Wszystkiego dobrego życzę :)
Pozdrawiam cieplutko ♡
Pogoda w tę majówkę nie zachwyciła. Coś czuję, że w tym roku lata się też nie doczekamy
UsuńMuszę przyznać, że nie macie zbyt wesoło z rodzicami, ale niektórzy ludzie już po prostu tacy są. Fajnie, że udało Wam się zrobić grilla, bo pogoda w ten weekend nie była zbyt ciekawa. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńAlkohol skutecznie potrafi wypalić szare komórki więc ciężko się z pijakiem dogadać.
Usuń