06 maja 2021

Rozstania i powroty


Los nie miał w zwyczaju się do mnie uśmiechać.*

 

Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Z dobre trzy godziny odwracałam się z boku na bok. Stresowałam się rozmową z kierownikiem, bo wiem, że on nie lubi jak podważa się jego (durne) pomysły. Nie wiedziałam jak to rozegrać by nie strzelić sobie w kolano. Ostatecznie, niepotrzebnie zaprzątałam sobie głowę, bo i tak do niczego mądrego nie doszłam i los zadecydował za mnie. Do rozmowy nie doszło, bo pojawiły się dość istotne komplikacje.

W moim dziale jest spore grono osób, które ciągną L4 tak długo jak tylko mogą. W pracy częściej ich nie ma, aniżeli są, a co za tym idzie, połowa naszego zespołu, to ludzie na umowach zastępstwo. 

Rekordzistka z L4 nie wróciła do pracy od 2015 roku! Mimo że jest z nami w dziale, to nawet nie wiem jak wygląda, bo nie miałyśmy okazji się poznać. Ja pracę zaczęłam w 2012 roku, pracowałam dwa lat. Później miałam rok przerwy, bo szukałam szczęścia gdzie indziej. Wróciłam pod koniec 2015 roku i się z nią minęłam. 

Tak czy siak zmieniły się w tym roku przepisy odnośnie L4 i teraz kombinatorzy mają trochę gorzej. Okazało się, że nasza "wiecznie chora" koleżanka, trafiła na komisję lekarską i została przez orzeczników uzdrowiona. Musi wrócić do pracy. Co prawda odwoływała się od tej decyzji, ale na nic jej się to zdało. 

Nas to nie dziwiło. Wszyscy w pracy wiedzą, że to "lewe" zwolnienia. Zaliczyła chyba wszystkie kody chorób wszelakich, z psychiatrami włącznie, a nigdy na nic się nie leczyła ani niczego jej nie zdiagnozowali. Ponoć twierdziła, że to choroba jeszcze nie odkryta... Także ten... Jak do nas dołączy, to zapewne będzie wesoło. 


Życie nie jest fair i tyle.*

 

Niestety, jej powrót oznacza odejście jednej z dziewczyn, która ma za nią umowę. Dziewczynę, która chodzi do pracy, która wie co robi i jest z niej pożytek. Naprawdę dla nas to wielka strata. 


Czasami zastanawiam się, czy naprawdę odbieram świat w ten sam sposób, co inni. Może mam coś z głową?*

 

Mam wrażenie, że moje szefostwo nie myśli. Pozbywają się dziewczyny, która jest z nami od dawna, a wczoraj zatrudnili kolejną osobę i też na zastępstwo. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Przecież wystarczyło anulować wczorajszy nabór i nikt by od nas nie odchodził. Nikogo nie trzeba byłoby uczyć i marnować czasu, którego tak bardzo nam brakuje.

Kierownik przez tą całą sytuację chodził mocno struty więc tematu mojej nowej koleżanki nawet nie śmiałam poruszyć. Tym bardziej, że przez kogoś innego został rzucony temat nadgodzin. 

Właściwie wszyscy mamy gigantyczne zaległości. Dlatego kierownik w drodze wyjątku zgodził się na podpisanie nadgodzin. Niestety, u nas nagdodziny nie są płatne. Można jedynie wybrać wolne za przepracowane ponad normę godziny. Kierownik postawił jednak dwa ALE. Po pierwsze nie możemy przyjść szybciej do pracy, musimy zostać dłużej, po pracy. Po drugie, jeśli uzbiera nam się 8 godzin, to nie możemy wybrać całego dnia wolnego, tylko pojedyncze godziny.

Rozwiązanie dla mnie beznadziejne więc niech mnie w dupę cmokną, za przeproszeniem. Na żadne nadgodziny nie przyjdę. 

Jakbym mogła przyjść szybciej, to zupełnie co innego. Zostać dłużej nie mogę, bo pies nie wytrzyma ponad 12 godzin bez spaceru. Zresztą wybieranie pojedynczych godzin też mnie nie bawi. Czas dojazdu do i z pracy, to dla mnie 2-3 godziny dziennie. Zwyczajnie wyjście z pracy szybciej mnie nie urządza, bo i tak stracę czas na dojazd i nic z dnia mieć nie będę. 

Ta moja praca jest jednak chora...

* Stephenie Meyer "Zmierzch"

4 komentarze:

  1. Bez sensu trochę, że zatrudnili nową osobę zamiast zostawić w pracy tą, z której jest pożytek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy21:14

    Raczej żadna osoba nie lubi zostawać w pracy, aby pracować nadgodziny, które dodatkowo nie są płatne :/ Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nadgodziny są normą, z tą różnicą, że przychodzimy na nie nieoficjalnie. Ani nam za to nie płacą, ani nie mamy dodatkowego wolnego. Teraz jest zgoda na nadgodziny na legalu i chętnie bym z nich skorzystała, ale też mam swoje życie prywatne i obowiązki więc taki układ mnie nie urządza. A wystarczyłoby żebym mogła przyjść do pracy godzinę bądź dwie szybciej. W końcu i tak to często robię... Tyle, że w czynie społecznym

      Usuń